A może by tak napisać opowiadanie? cz1


Hej.
Na początek powiem Wam jak powstało to opowiadanie oraz powiem Wam a właściwie to
napiszę o moich przemyśleniach itp. Zacznijmy od początku. Kiedyś (jakieś 2msc temu) miałam na komputerze zapisany dość spory początek do książki, którą chciałam napisać. Niestety złośliwość rzeczy martwych sprawiła, że już nigdy nie odzyskam tego materiału. Nie poddając się zaczynam małymi kroczkami najpierw od opowiadania.





Cicha dziewczyna

  Tamta dziewczyna była cicha i skromna, z małego miasteczka La vice (wymyślona nazwa) przeprowadziła się do małej miejscowości Malinsa (wymyślona nazwa) gdy miała zaledwie 9lat. Poznała tam nowych kolegów i koleżanki. Jestem Florence (czyt.Florens) przedstawiła się pierwszego dnia w nowej szkole. Wszyscy byli ciekawi jej historii o przeprowadzce oraz miasteczku gdzie mieszkała. Lecz była to cichutka dziewczynka, która siedziała w ostatniej ławce nie bardzo wiedząc co się dzieje. Jej rodzice powiedzieli tylko, że muszą się przeprowadzić do nowej miejscowości. Byli to skromni i bardzo uczciwi ludzie. Tata dziewczynki pracował jako kowal a zaś matka pracowała jako szwaczka. Żyli skromnie lecz niczego im nie brakowało. Zawsze starali się o to aby małej Florence niczego nie brakowało. 
Pewnego dnia dziewczynka wróciła ze szkoły smutna, nie chciała tam już chodzić gdyż rówieśnicy jej dokuczali oraz zniszczyli jej ulubiony płaszczyk. Mama pocieszyła małą Florence, spróbowała naprawić zniszczoną odzież naszywając łatkę w miejsce dziury. Kolejnego dnia nie było lepiej. Rodzice dziewczynki liczyli każdy zarobiony grosz.Aż pewnego dnia jej mama postanowiła, że będzie miała swój własny zakład krawiecki i będzie szyć ubrania na miarę dla dzieci i dorosłych. Mąż Katrin (bo tak miała na imię matka) był zachwycony jej pomysłem, odłożyli trochę grosza i kupili sprzęt i materiały, z których mogła ona szyć ubrania. Zakład Katrin dobrze prosperował ale niestety jej mężowi Klaus-owi obcięli pensje i zarabiał coraz to mniej pieniędzy. Wtedy i on postanowił założyć u niech w domku zakład . Jako, że znali go już ludzie i miał on zniżki i rabaty chętnie do niego przychodzili i wszystko powoli szło do przodu. Mała Florence po woli przyzwyczaiła się do otoczenia, zdobyła nowych kolegów i koleżanki oraz dobrze się uczyła. Rodzina wiodła dostatnie życie i cieszyła się szczęściem każdego dnia. Z każdym dniem wstawali z uśmiechem na twarzy i wykonywali swoje obowiązki oraz spędzali razem czas. Ich szczęście trwało pół roku kiedy to ojciec dziewczynki poważnie zachorował. Zaczęło się od bólu głowy, najpierw myśleli iż taki ból to przecież normalny jest i każdemu się zdarza. Niestety bóle głowy Klaus-a nasilały się z każdym dniem a objawów nie ubywało. Rodzina postanowiła udać się do pobliskiego szpitala. Termin dostali bardzo szybki. Niestety lekarze nie mieli dobrych wieści i musieli hospitalizować Klaus-a. Codziennie oprócz żony i córki odwiedzali go znajomi. Klaus bał się o swój zakład i postanowił, że jak wróci do domu zatrudni kogoś, kto będzie go godnie zastępował gdyż on już na to nie ma siły. I tak się stało Klaus wrócił do domu i zatrudnił swojego najlepszego przyjaciela, który zastępował go codziennie. Wtedy mógł on dochodzić do zdrowia w domu o nic się nie martwiąc. Nie musieli się martwić o pieniądze ani o naukę córki, gdyż Florence dobrze się uczyła. 

Koniec części pierwszej.

Koniecznie dajcie znać czy chcecie dalsze części opowiadania.

Jestem autorką opowiadania jak i całej treści.
 Nie zezwalam na kopiowanie mojego opowiadania.

Komentarze

Popularne posty